Blog > Komentarze do wpisu
Polacy na Wembley zagrają o miejsce w historii

Łatwo nie było, ale udało się. Borussia Dortmund 25 maja na Wemley zagra w finale najbardziej elitarnych klubowych rozgrywek piłkarskich. W rewanżowym spotkaniu z Realem Madryt podopieczni Jürgena Kloppa wprawdzie przegrali 0:2, jednak fantastyczna zaliczka z pierwszego meczu na Signal Iduna Park wystarczyła, żeby za  niecałe trzy tygodnie połowę legendarnego londyńskiego stadionu spowiły żółto-czarne barwy, a na trybunach rozległo się głośne 'Olé, jetzt kommt der BVB', czy też bardziej swojskie 'Lewy, strzelaj ku.waaaaa'. To ostatnie oczywiście za sprawą polskich kibiców, którzy z pewnością tłumnie nadciągną nad Tamizę. Będzie w końcu komu kibicować. W finale Champions League zobaczymy naszych reprezentantów w hurtowej wręcz ilości - Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski i Łukasz Piszczek będą mieli okazję dołączyć do grona Polaków, którzy mogli celebrować zdobycie Pucharu Europy. A przecież wielu ich nie było - w kilkudziesięcioletniej historii rozgrywek tylko trzech naszych rodaków wywalczyło trofeum grając w meczu finałowym. Trzeba jednak przyznać, że w każdym z tych przypadków Polacy odegrali kluczowe role. Juventus Turyn Zbigniewa Bońka w sezonie 1984/85 pokonał w finale na brukselskim Heysel Liverpool 1:0, a 'Zibi' wywalczył rzut karny (mimo, że był faulowany kilka metrów przed polem karnym) zamieniony na zwycięską bramkę przez Michela Platiniego. Dwa lata później, w sezonie 1986/1987, jednym z bohaterów FC Porto okrzyknięto Józefa Młynarczyka. 42-krotny reprezentant Polski świetnie spisał się w półfinałowym dwumeczu z Dynamem Kijów (2:1 i 2:1) i nie zawiódł w finale rozegranym w Wiedniu przeciwko Bayernowi Monachium. Młynarczyka zdołał pokonać wprawdzie Ludwig Koegl, ale Smoki ostatecznie wygrały 2:1. Ostatni raz o naszym rodaku było głośno po finale w 2005 roku w Stambule, kiedy to cudów w bramce Liverpoolu dokonywał Jerzy Dudek. 'The Reds' w spotkaniu, które pan Andrzej Twarowski skwitowałby pewnie stwierdzeniem 'rollercoaster przy tym to jest jakaś hulajnoga' pokonali po rzutach karnych Milan, a jednym z głównych aktorów tego spektaklu był właśnie Dudek. 

Dla samej Borussii będzie to drugi finał w historii klubu. W 1997 roku zdobyła trofeum, choć w finale większość stawiała na Juventus z Del Piero i Zidane’em w składzie. Podopieczni Ottmara Hitzfelda na Stadionie Olimpijskim w Monachium pokonali 'Starą Damę' 3:1. Tym razem 'Duma Westfalii' w żadnym stopniu nie będzie mieć łatwiejszego zadania, zmierzy się bowiem z prawdopodobnie najlepszym obecnie zespołem na globie. Bayern w półfinale niczym buldożer zrównał z ziemią Barcelonę (która co prawda nie świeci choćby połową blasku z czasów Guardioli, jednak wynik 7:0(!) w dwumeczu musi robić wrażenie) i wyrósł na wielkiego faworyta tegorocznego finału. Wydawać by się mogło, że finał to dla Bawarczyków tylko formalność, jednak historia pokazuje, że w futbolu niczego nie można być pewnym. Jürgen Klopp przez kilka lat pracy w Dortmundzie pokazał, że w piłce poza milionami liczy się przede wszystkim pomysł na futbol. Miejmy więc nadzieję, że 25 maja na Wembley emocji nie zabraknie i będziemy świadkami znakomitego zakończenia sezonu, po którym, wzorem pewnego Szkota, będziemy mogli krzyknąć "Futbol, cholera jasna!".

niedziela, 05 maja 2013, slowriner

Polecane wpisy

Twoja wyszukiwarka